Hiszpański minister spraw zagranicznych Jose Manuel Albares ocenił w poniedziałek, że niektóre europejskie rządy nie stanęły w na wysokości zadania, kiedy pod koniec tygodnia do hiszpańskiej eksklawy w Afryce nielegalnie przedostało się ok. 60 tys. osób z Maroka. Wskazał w tym kontekście na Włochy.
Na dzień przed brukselskim spotkaniem ministrów spraw wewnętrznych zwołanym w sprawie kryzysu w hiszpańskiej Ceucie Albares powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że Hiszpania będzie się na nim domagać europejskiej solidarności.
Przypomniał, że to Włochy są krajem przyjmującym największą liczbę migrantów, podczas gdy Hiszpania ma ich najmniej. - To właśnie pokazuje, która polityka migracyjna jest skuteczna – wykrzyknął.
Dodał, że Włochy „rok po roku grzęzną” w kryzysie migracyjnym na Lampeduzie i „nie są w stanie poradzić sobie z tą sytuacją” – powiedział. Agencja EFE podała, że zgodnie z najnowszymi wyliczeniami służb bezpieczeństwa Hiszpanii, większość z tych, którzy przybyli wróciła do Maroka.
Minister spraw zagranicznych zaznaczył, że znajdujące się na kontynencie afrykańskim autonomiczne miasta Ceuta i Melilla „nigdy nie były zagrożeniem dla integralności strefy Schengen”. Jego zdaniem zagrożenie widoczne jest natomiast „na innych terytoriach europejskich.”
Włochy w piątek zażądały wykluczenia Hiszpanii ze strefy Schengen. Autonomiczne miasta: Ceuty i Mellili nie znajdują się w strefie Schengen.
W czwartek i piątek granicę między Hiszpanią i Marokiem nielegalnie przekroczyło ok. 60 tys. osób – najczęściej płynąc morzem. Hiszpańskie władze chwalą współpracę z Marokiem, dzięki której, jak argumentują, jeszcze w piątek udało się zawrócić do tego afrykańskiego państwa zdecydowaną większość przybyszy. Bilans ofiar śmiertelnych kryzysu w Ceucie i Mellili to 88 osób; w większości przypadków przyczyną zgonów było utonięcie.(PAP)
jw/ kj/